Zamknij

Zakochałam się w Panamie

K.S 15:00, 05.02.2019 Aktualizacja: 00:27, 26.10.2025
Skomentuj Zakochałam się w Panamie foto:M.Kaseja

Wiemy na razie o dwójce aktualnych mieszkańców powiatu międzychodzkiego, którzy uczestniczyli w Światowych Dniach Młodzieży w Panamie. Pisaliśmy już o Luizie Nadstazik

[ZT]162[/ZT]

Do Panamy udała się także Magdalena Kaseja, która przesłała nam swoje wspomnienia z tego wyjazdu. Przeczytajcie dlaczego Magdalena "zakochała się w Panamie".

Na Światowe Dni Młodzieży w Panamie namówiła mnie przyjaciółka Beata Bajer, która pochodzi z Międzychodu. Zapisałam się na listę rezerwową pielgrzymki organizowanej przez osoby z drogi neokatechumenalnej w Poznaniu. Również ja należę do neokatechumenatu, znajdującego się przy parafii w Sierakowie. Po jakimś tygodniu dowiedziałam się, że jest dla mnie miejsce w 50-osobowej grupie i wkrótce dostałam od kogoś za nic dziesięć tysięcy złotych, czyli prawie całą potrzebną kwotę. Uznałam więc, że to znak od Pana Boga, że mam jechać. 
Nigdy nie wyjeżdżałam poza Europę, więc przygotowania do wyjazdu było wielkim znakiem zapytania, szukaniem informacji o malarii itp.
Hasło tegorocznych ŚDM: „Oto ja służebnica pańska, niech mi się stanie według słowa Twego” wybrzmiało mocno podczas mszy świętej w Szwajcarii, gdzie polecieliśmy najpierw. Jechał ze mną mój „brat” ze wspólnoty Marcin Gąbka, który grał na gitarze i śpiewał pięknie po polsku i niemiecku. 
Następnego dnia czekał nas dwunastogodzinny lot z Zurichu do San Jose, stolicy Kostaryki. W ciągu trzech dni zwiedzaliśmy. Spędziłam noc w dżungli, gdzie odgłosy zwierząt, głośne śpiewy ptaków powodowały, że się przebudzałam. Był to czas myśli skierowanych do Pana Boga. Zachwyciło mnie Morze Karaibskie, zwierzęta, które mogłam zobaczyć bardzo blisko, m.in. małpy, leniwce, żółwie, kajmany, rozmaite ptaki. Kostarykańczycy bardzo dbają o ekologię, są życzliwi, cieszą się, chociaż mają niewiele.
W końcu przekroczyliśmy granicę Panamy, ale było przy tym trochę nerwowo. Zajęło to dużo więcej czasu niż przewidywał nasz przewodnik. Kontrolowali wybrane bagaże, w tym mój. Zrobili mi trochę bałaganu i ze skupieniem sprawdzali grubą i dużą Biblię, spodziewając się w niej ukrytej skrytki Na końcu poproszono nas jednak o wspólną fotkę.
Był sztorm i nie zdążyliśmy na prom na archipelag, gdzie mieliśmy nocować. Pan Aleksander, właściciel biura podróży, który organizował ten wyjazd, znalazł szybko dla nas inny hotel. Wszystkie hotele mieliśmy ekskluzywne ze względu na bezpieczeństwo. Koleżanki, które jechały z Poznania i nocowały w biednych dzielnicach, zostały prawie wciągnięte do auta jakiś bandytów. Niestety kraje Ameryki Środkowej, zwłaszcza Panama, są biedne i przestępczość kwitnie. Gdy zobaczyliśmy hotel, w którym mieliśmy spędzić noc, ogarnęła nas fala śmiechu. Całe dwa tygodnie byłam wyjątkowo pogodna, żartowałam dużo i miałam wyśmienity nastrój, ale ta noc była po prostu napadem śmiechu. Było  brzydko, nie było klimatyzacji, drzwi się nie domykały, więc podłożyłyśmy z Beatą buty pod drzwi, na ścianie wisiał erotyczny obrazek, a za meblami chowały się karaluchy i to wszystko bawiło nas tak bardzo, zamiast przerażać.
Następny dzień to hotel na cudownej plaży w Bocas Del Toro, gdzie paliło słońce i można było wypocząć. A wieczorem msza święta z małą wspólnotą znowu w dwóch językach, po hiszpańsku i polsku. Kościół stał przy drodze i nie posiadał drzwi, więc co jakiś czas zatrzymywali się gapowicze.
Następnych kilka dni spędziliśmy w hotelu przy stolicy Panamy w lesie tropikalnym. Na polu golfowym można było m. in. spotkać w bajorku krokodyle. Dowiedziałam się, że można tam spotkać o zmroku, przychodzące z rzeki kapibary. Jako dziecko bardzo interesowałam się gryzoniami. Podczas programu „Wielka Gra” o temacie gryzonie świata, znałam odpowiedzi na wszystkie pytania, oprócz zidentyfikowania czarno-białego zdjęcia właśnie kapibary południowoamerykańkiej. Nie miałam wtedy Internetu, a zdjęcie pochodziło z czytelni z biblioteki w Warszawie, do której mi było daleko. Zapragnęłam wtedy zobaczyć tę kapibarę, ale w naszych ogrodach zoologicznych jej nie widziałam jeszcze. Tak więc podjęłam decyzję, że za wszelką cenę, muszę ją zobaczyć. Długo czatowałam sama na te największe gryzonie w krzakach przy polu golfowym, gdzie odgłos biegających jaszczurek brzmiał jak galop koni. Zrobiło się całkiem ciemno, mijał czas mojej kolacji i zaczęły mnie gryźć tropikalne komary, więc dałam za wygraną. Wracałam rozczarowana wśród migających wszędzie świetlików, idąc bardzo wolno, przyglądając się liściom na chodniku, które przypominały węże.
Dzień wcześniej mogłam uczestniczyć w drodze krzyżowej z Ojcem Świętym w parku w Panama City.
Wsłuchując się w poruszające słowa drogi krzyżowej, poczułam coś nadzwyczajnego i pięknego. Pan Bóg dał mi zaufanie do tych wszystkich ludzi, zabrał strach przed nowymi miejscami, poczułam się bezpiecznie, jak w domu z mężem i dziećmi, jakbym była w moim Międzychodzie, a przecież znajdowałam się tak daleko. Nie mogłam powstrzymać łez. Dostałam coś, czego nie oczekiwałam.
Następnego dnia udaliśmy się na plac. Było tak gorąco, że trudno to opisać. Organizacja była wzorowa, co miło mnie zaskoczyło, a miałam porównanie ze Światowymi Dniami Młodzieży w Koln i w Madrycie. Na placu doświadczyłam troski innych ludzi, a było ich wokół mnie około siedmiuset tysięcy. Przejechał blisko mnie papież, patrząc w moją stronę. Po czuwaniu był też czas na tańce. W nocy spałam pod cieniutkim kocykiem, ponieważ było dwadzieścia parę stopni. 
Rano podczas mszy świętej czułam się słabo i rozmyślałam nad homilią. Franciszek zachęcał, by zakochać się w Panu Bogu. W moim sercu trwała pustka. Kolejny dzień to spotkanie na stadionie z inicjatorami drogi neokatechumenalnej. Tu dopiero słońce grzało niemiłosiernie. Oczywiście intencją tej pielgrzymki było moje nawrócenie, a więc pomimo zmęczenia, skupiłam się na przeżywaniu spotkania. Kiko Arguello wspomniał o tym również, by zakochać się w Jezusie. Przypomniały mi się moje dawne dobre relacje z Panem Bogiem i znowu poczułam ten stan miłości. Pierwszy raz od pięciu lat usłyszałam w sercu głos Pana, mówił do mnie, abym pełniła Jego wolę.
Na koniec spotkania odbył się wspaniały pokaz sztucznych ogni. To było najwspanialsze święto. Wśród wielkiej radości wymieniano się koszulkami, obdarowywano nawzajem. Dostałem czyjąś flagę i w zadumie przeżywałam szczęście. Kolejne dni pielgrzymki to był czas próby dla mnie, tęsknoty za rodziną, zwiedzaniem gór w Kostaryce, większych i mniejszych przygód, pięknych relacji. 
Jestem w domu od dwóch dni i nie mogę się przestawić na tutejszy czas, bo jest siedem godzin różnicy. Chodzę senna, budzę się w nocy i rozpamiętuję minione doświadczenia. 
Zastanawiam się nad kolejnymi ŚDM, które odbędą się  w Portugalii, gdzie będę być może mogła zabrać dzieci!

Magdalena Kaseja

(K.S)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu wiescimiedzychodzkie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%